fenix-felix blog

Twój nowy blog

ewolucja

2 komentarzy

rok temu było zdjęcie sadu. przez lato w miejscu sadu wyrósł las :)


Bąbel uczestniczy w imprezie urodzinowej swojej dziesięcioletniej kuzynki. jako najmłodszy gość na kinderbalu od raz w progu informuje zgromadzonych gromkim głosem:
- ja tu jestem najmniejszy i absolutnie nie wolno mnie bić!

w trakcie imprezy jubilatka rozlewa sok do szklanek. okazuje się, że dedykowanego szkła jest za mało, sięga więc do szafki, gdzie stoją szklanice do piwa i mówi wyjaśniająco:
- to ja sobie wezmę okocim.
Bąbel na to:
- a ja opsim.

:)

myślałam naiwnie, że nigdy w życiu nie będę musiała przyswajać długich i pokrętnych nazw wymarłych gadów. błąd. jestem w stanie obudzona o północy bezbłędnie zidentyfikować zauropoda, brontozaura, welociraptora, tarbozaura i triceratopsa. a obawiam się, że to dopiero początek.

- czy TY wiesz, czym się żywi kałamarnica?
-
w zasadzie nie, czym?
- ciałamia martwych zwierząt!

- za co chcesz się przebrać na bal?
- za cesarza Rzymii

- wiesz, dlaczego Szymona nie było w przedszkolu?
- nie wiem, a ty wiesz?
- tak! zaraził się wścieklizną od dzikiego lisa!

- mamo, patrz na te koraliki! teraz je policzę po angielsku: łan, tu, fri, foj, fajf – widzisz?

wchodzimy sobie krok po kroczku na wyższy poziom wtajemniczenia :)

więc zagraj to jeszcze raz, Sam:

i potem koniecznie jeszcze raz to zagraj :):

a potem weź ze sobą swoją pogodę i zapraszam do Mojego Sadu:

Kto by się spodziewał, że to będzie taki dobry rok… :)

ma ktoś adres nie-e-mailowy do tych gości z gógla, którzy ciągle majstrują przy interfejsie jutuba?

bo zamierzam wykupić abonament w jakimś serwisie kurierskim i będę im regularnie odsyłać zawartość worka na śmieci po czyszczeniu kociej kuwety, dopóki nie zajmą się czymś produktywnym i nie przestaną mnie wkurzać.

wysłałabym im bombę, ale nie mam. a kocie kupy owszem. ich mać.

Kiedy czas między wschodem a zachodem słońca jest dość długi, przyszłość nabiera kolorów, świat rumieńców, wola działania siły.

Tej jesieni z całą pewnością kategorycznie i nieodwołalnie inwestuję w taką lampę, która udaje słońce.

Powiedziałam.

wiadomo, że o jakości wyjazdu wakacyjnego nie decyduje miejsce ani pogoda, ale towarzystwo. jak ludzie są fajni, to urlop musi się udać.

w aktualnym turnusie ludzie są fajni. w piątek na spływie kajakowym urządziłam niechcący pławienie czarownic dowodowi rejestracyjnemu, co się fatalnie odbiło na jakości nabitych na niego pieczątek. a dziś mi miły pan bez żadnych ceregieli doprowadził dokument do jakości satysfakcjonującej przeciętnie wymagający patrol drogówki (o czym mam nadzieję nigdy się nie przekonać). nieodpłatnie.

bardzo miły pan.

piątkowe pławienie czarownic – dodam dla porządku – objęło również Mojego i mnie oraz obu wujków na kajakach obok. Junior był zachwycony. uznano go za urodzonego wodniaka. nie ma dziwne, skoro już w okresie prenatalnym pokonał na flisackiej tratwie Dunajec.

to ta gitarka basowa jakoś porusza we mnie czułą strunkę :)

ostatnio stanęłam w biblitece przy półce z hasłem etnografia. i właśnie sobie czytam „Wiedźmy i czarownice, historię prześladowań” Nigela Cawthorna.

„Offenburg (…) w dzisiejszym Baden, było rygorystycznie katolickie, ze szkołami pod władzą jezuitów. Jeśli ktoś spośród jego niemal trzech tsięcy mieszkańców nie przystąpił do spowiedzi wielkanocnej, był automatycznie wtrącany na trzy dni do więzienia. Jeśli przez następne dwa tygodnie nie wypełnił swojej powinności, czekało go dalsze więzienie”.

o chłostaniu dzieci przez inkwizytorów, żeby wymusić na matkach przyznanie się do spółkowania z diabłem nie wspomnę… opisy reszty tortur przebiegam wzrokiem, bo jestem jednak za słaba psychicznie na taką lekturę.

a dziś? prokuratura w belgii przesłuchuje ichniego prymasa w związku z tuszowaniem przypadków pedofilii w kościele. zaprawdę, idzie ku lepszemu.


  • RSS